, aby sprawdzić
ilość punktów na twoim koncie i zgłosić wypłatę

UDOSTĘPNIJ WPIS

Miasto

Po co zieleń w mieście?

Na studiach z historii sztuki były kiedyś zajęcia pod tytułem „Kultura i natura w architekturze”. Kultura to to, co sami sobie wytworzyliśmy, nabudowaliśmy, przekształciliśmy. Natura – no to wiadomo. I niezależnie od tego, co na tych zajęciach się robi i o czym rozmawia, warto sam ten fakt z tytułu zapamiętać – nasz świat to połączenie kultury i natury. W mieście siłą rzeczy dominuje pierwiastek kultury; jednak nie ma on sensu, gdy nie towarzyszy mu choć trochę natury.

I dzisiaj właśnie o tym.

Park Skaryszewski w Warszawie

Kiedy myślimy o zieleni w mieście to pierwsze co przychodzi do głowy to pewnie relaks w rozległym i pięknym miejskim parku. Być może jakieś zielone błonia nad rzeką, albo ogród botaniczny. I bardzo słusznie, bo parki to „zielone płuca” miasta. W Warszawie mamy ich aż 76, a ich łączna powierzchnia przekracza 700 ha. Zieleń parkowa bardzo często urządzona jest w taki sposób aby jak najbardziej przypominała naturalnie zielone lasy i pola. Tak na przykład jest w parku Skaryszewskim czy na obszarze Dolinki Służewskiej, a także na dość sporym obszarze parku Łazienkowskiego. Mamy tam wrażenie, że obcujemy z naturalnym krajobrazem, że drzewa, krzewy i trawy są tam dokładnie w takich relacjach jak w dzikiej naturze. Jednak nie dajmy się zwieść pozorom – prawdziwie dzika zieleń w mieście może pojawić się tylko na nieużytkach w formie dziko rosnących chaszczy, do których raczej nie chcielibyśmy się zbliżać. Wszystkie pozostałe formy parkowe są w mniejszym lub większym stopniu urządzone i kontrolowane przez człowieka – kontrolowana jest długość źdźbeł trawy i wielkość trawnika, kształt ścieżek, ilość i rodzaj nowych nasadzeń, wycina się też chore lub stare drzewa; dosadza i usuwa krzewy.

Perła w koronie warszawskich parków, czyli Łazienki Królewskie zostały w XVIII wieku zaprojektowane w stylu angielskim, czyli tak, aby odtwarzały na pozór dziki krajobraz, ale w jak najbardziej malowniczej, wyidealizowanej formie. To trochę taka przyroda na sterydach, gdzie wszystko to, co najpiękniejsze, starano się zebrać w jednym miejscu i stworzyć z tego atrakcyjną kompozycję udającą naturę.

Plac Grzybowski w Warszawie

Jednak pamiętajmy, że zieleń w mieście to nie tylko rozległe parki i ogrody, ale również zielone place i skwery. Ciekawym przykładem jest odnowiony kilka lat temu plac Grzybowski. Jest to ścisłe centrum miasta, plac nie jest zbyt duży, a jednak udało się na nim zorganizować przyjemną przestrzeń, która jest jednocześnie zielona i miejska w swoim charakterze. Zieleń została tutaj wzięta w geometryczne ramy kamiennej posadzki. Do tego niewielka sadzawka także nie udaje naturalnej. Kultura i natura łączy się w całość, która jednocześnie daje wytchnienie spacerowiczom i pasuje do wielkomiejskiego charakteru przestrzeni.

Innym przykładem urządzonej, miejskiej zieleni może być pasaż Morgensterna wiodący przez osiedle Żoliborz Artystyczny. Tutaj charakter przestrzeni jest już zupełnie inny – drewniany dek, zachowany starodrzew i otaczające kilkupiętrowe bloki stwarzają kameralną atmosferę i przestrzeń do spacerów dla mieszkańców osiedla.

Najmniej „dzika” formą zieleni w mieście jest zieleń występująca przy ulicach. Drzewa posadzone w równych odstępach po obu stronach jezdni stwarzają nie tylko przyjazny klimat zielonej uliczki, ale także redukują hałas generowany przez samochody. Poza tym, dużo łatwiej wyobrazić sobie miejskie życie, wystawione na zewnątrz kawiarniane ogródki, spacerujących ludzi, właśnie na ulicy wypełnionej drzewami, niż takiej w której od jezdni z samochodami oddziela nas tylko betonowy krawężnik. Największe ulice mogą mieć nawet po dwa szpalery drzew z każdej strony – tak jest choćby na Polach Elizejskich w Paryżu.

Pola Elizejskie w Paryżu

Ale co z „betonowymi pustyniami”? Co zrobić z placami, na których nie ma ani jednego drzewa, albo zieleń pojawia się w bardzo skromnej formie? Czy powinniśmy z nich zupełnie zrezygnować i wszystkie „puste” place miejskie wypełnić bujnymi drzewami i sadzawkami z rybami? Absolutnie nie. Każda przesada jest zła i nie inaczej jest i w tym przypadku. Aby żyć miasto potrzebuje zarówno rozległych parków, niewielkich zielonych skwerów, uporządkowanych szpalerów drzew wzdłuż ulic, jak i pustych utwardzonych placów i ruchliwych miejskich obwodnic. Po co nam obwodnice to wszyscy w miarę wiemy, ale po co nam puste place?

Różne miejskie wydarzenia potrzebują różnej przestrzeni. To trochę tak, jak z mieszkaniem – pokoje mają swoje funkcje i urządzamy sypialnię tak, żeby wyglądała jak sypialnia, a salon – żeby wyglądał jak salon. Tak samo jest z wielkimi przestrzeniami w mieście. Ich wygląd musi być dostosowany do tego, czemu mają one służyć. W każdym mieście potrzebne są przestrzenie, które będą reprezentacyjne. Tam mogą odbywać się uroczyste defilady wojsk w święta państwowe (tu potrzebna jest przestrzeń formalna, odpowiadająca rangą wydarzeniu), wiece polityczne – wtedy właśnie potrzebne są rozległe i puste place, które mogą nadać się też na inne imprezy masowe, jak sylwester czy koncert charytatywny. Na okolicznościowe festyny i jarmarki możemy wybrać pozbawioną drzew część parku – gdzie wśród zieleni i na trawie mogą rozstawić się kramy.

Rzym, plac św. Piotra

Jednak aby zieleń mogła spełniać swoją rolę w mieście – poprawiać jakość powietrza, obniżać temperaturę, uprzyjemniać wygląd publicznych miejsc musi być projektowana całościowo – w ciągi, które będą się łączyć i pozwalać w pełni korzystać z jej obecności. I jeśli natura i kultura będą w mieście ze sobą harmonijne współistniały – wtedy na pewno miasta staną się lepszym miejscem do życia.

WG. KATEGORII

Komentarze

ZamknijStrona używa cookies (ciasteczek). W przeglądarkach internetowych można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.