Mateusz  Kubski
4

artykuły

UDOSTĘPNIJ WPIS

Kultura

"Konflikty międzymiastowe to żart"

Konflikty międzymiastowe to żart

Skoro Kraków nie lubi Warszawy, to czy Gniezno nie lubi Krakowa? Czy w Poznaniu lepiej nie mówić, że jest się z Warszawy (i na odwrót)? Co łączy Świdnik, Zgierz i Wawer? Co mają do tego Łomianki? Czy naprawdę cała Polska nienawidzi Warszawy?

Panuje powszechne przekonanie, że to, z jakiego miejsca Polski się pochodzi, ma znaczenie. Trudno się z tym nie zgodzić, pewne podziały istnieją i nic na to nie poradzimy…czy na pewno? Może paradoksalnie stereotypy i żarty z miast, miasteczek  oraz wsi jednoczą Polaków jak nic innego?

Miasta śmieją się z siebie nawzajem. Sieć żartów jest tak rozbudowana, że jej rozrysowanie i objaśnienie zajęłoby prawdopodobnie kilka opasłych tomów. Warszawiacy śmieją się, że Wawer to nie Warszawa (jak widać dzielnic też to dotyczy), a Łomiankowicze pierwsi uciekają z imprez bo ,,ostatnia Ł-ka”. Lublin żartuje ze Świdnika, Łódź ze Zgierza, a cała Polska z Radomia i Sosnowca…

Każdy zna podstawowe stereotypy na temat mieszkańców większych miast. Nuda. Co innego lokalne dowcipy, jak np. te ze wspomnianego już Świdnika, Zgierza czy Łomianek. Żeby się wczuć trochę w klimat polecam odwiedzić na Facebooku strony Beka ze Świdnika czy Beka ze Zgierza (chociaż wiadomo, że nie wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć, część z dowcipów będzie zrozumiała tylko dla miejscowych). Niektóre żarty są świetne,  więcej w nich kreatywności,  polotu i świeżości niż w oklepanych dowcipach o konflikcie krakowsko-warszawskim itp. Czuć, że zarówno obśmiewający, jak i obśmiewani mają dużo dystansu do siebie, autoironii i paradoksalnie – wzajemnej sympatii.

Podobnie jest w stolicy. Z jednej strony panuje opinia, że jej mieszkańcy to nadęte buce, ale wystarczy przejrzeć Facebooka. Można znaleźć tam strony tak jak Beka z życia w Warszawie czy Typowy Warszawiak. Zamiast zadęcia świetne poczucie humoru i dystans do siebie. Publikowane są tam zarówno dowcipy o ogóle warszawiaków, jak i o mieszkańcach poszczególnych dzielnic. Nie zabrakło też żartów z metra (zwłaszcza z budowy kolejnych linii), poszczególnych ulic, lokali, wydarzeń i – oczywiście – ze Słoików.

Zacieranie się konfliktów międzymiastowych widać szczególnie dobrze obserwując społeczność studencką. W większości tworzą ją ludzie przyjezdni, z różnych miast, a nawet różnych państw. Lublin, Radom, Zgierz, Warszawa, Świdnik, Gliwice, Sanok, Erazmusy, a nawet Wawer i Łomianki mieszają się, tworząc grupę zgranych znajomych. To, skąd pochodzimy, ma znaczenie. Daje materiał do żartów przy piwie, podczas zajęć czy rozmów na Facebooku. Żeby nie było, że tylko dowcipy i zabawa studentom w głowach –  różnice między miastami, mentalnością ich mieszkańców czy w założeniach urbanistycznych to ciekawy temat do merytorycznej dyskusji (zarówno na trzeźwo, jak i po kilku shotach wódki).

Całe szczęście, że nie pochodzimy wszyscy z jednego miasta. Przynajmniej nie umrzemy z nudów, a nasze szare komórki nie zanikną z braku refleksji. Wiadomo, któryś z kolei żart o naszym mieście może zirytować, a nawet zaboleć. Zwłaszcza, jeżeli jesteśmy do małej ojczyzny szczególnie przywiązani. Wszystko jedno, czy nazywamy tak całe miasto, dzielnicę, konkretną ulicę lub podwórko. 

WG. KATEGORII

Komentarze

ZamknijStrona używa cookies (ciasteczek). W przeglądarkach internetowych można zmienić ustawienia dotyczące cookies. Zablokowanie możliwości zapisywania plików cookies może spowodować utrudnienia lub brak działania niektórych funkcji serwisu. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie.